Książka braci Strugackich jest, o ile mi wiadomo, pierwszą częścią opowieści o Maksymie Kamerrerze, który - wydaje się, że z kaprysu - trafia na dziwną planetę. W stosunku do autochtonów, on, Ziemianin, jest jak Superman - odporny na promieniowanie, zanieczyszczenia, niezwykle sprawny fizycznie i silny. Jego perypetie zaczynają się wtedy, kiedy, próbując nawiązać kontakt z mieszkańcami planety, styka się z niepojętą na Ziemi z przyszłości ideologią, hierarchią społeczną, dziwnym fanatyzmem wobec panującej oligarchii. Zakochuje się, poznaje przyjaciół, traci ich, sam ląduje w tarapatach, z konieczności przystępuje do organizacji terrorystycznej, by na koniec zostać zapalnikiem i głównym motorem dramatycznej rewolucji na planecie. Planecie Saraksz.
To moje osobiste zboczenie - lubię opowieści z Rosji, o Rosji, o życiu Rosjan. Wydaje mi się, że "Przenicowany świat" to bardzo dobra namiastka tego niepojętego, tajemniczego klimatu. Ale teraz trochę bardziej obiektywnie: największym sukcesem książek Strugackich (wow, całych trzech, które znam...), w tym tej, jest pozostawienie bardzo dużego pola do popisu wyobraźni czytelnika. Nie mówię tu o opisach, postaciach - one są przedstawione jasno i klarownie, prawie że beznamiętnie. To, co daje do myślenia, to stosunkowo 'długie' czarne dziury w fabule. Kończy się jeden rozdział, a drugi zaczyna się kilka tygodni później, w innym miejscu, siły polityczne układają się inaczej, inne są przyjaźnie i stosunki między postaciami - Twoją rolą, Czytelniku, jest dojść, jak to się stało. Co jeszcze bardziej daje do myślenia w czasie lektury tej książki - nie wszystkie wątki rozwiązują się do końca. Niektóre nawet się nie zdążą porządnie zawiązać, choć wcale nie są nieistotne dla opowieści. Jeśli chodzi o prowadzenie fabuły - Strugaccy są w tym mistrzami, nie idą jak po sznurku: jest w tym trochę labiryntu i czarnych dziur, które należy wypełnić samemu.
To wszystko i jeszcze trochę może sprawić, że książkę da się odebrać na więcej niż jeden sposób. Mi się ona podoba, daję jej z czystym sumieniem siedem gwiazdek na dziesięć, ale gdybym mógł, dałbym siedem i pół. Tylko trochę brakuje jej do 'rewelacyjnej'.

0 komentarze:
Prześlij komentarz